|
Stuards i Herling obserwowali w milczeniu niesamowite widowisko odbywające się kilka kilometrów przed nimi. Ich twarze nic nie wyrażały poza bezkresnym zdumieniem. Ich wzrok przeskakiwał to z jednej na drugą linię umocnień, słownie i dosłownie zalewaną przez sługi ciemności. Bastiony padały jeden po drugim. Opór - choć najmocniejszy z pośród możliwych nie przynosił żadnego skutku. Okopy, umocnienia, zasieki.... nic nie mogło zatrzymać tej mrocznej plugawej fali. Ich wzrok nagle przyciągnął oddział bombowców Capitolu. Przemierzały one kilka razy przestrzeń nad polem bitwy, lecz zrzucane śmiercionośne pociski nie robiły żadnego wrażenia na masie wypełniającej powoli dolinę. Na miejsce każdego zabitego stwora z cytadeli wychodziło następnych dwudziestu potępieńców. Straszliwe Ezoghule szybko też uporały się z kąsającymi maszynami. Herling podniósł się wreszcie i z rezygnacją w oczach zaczął sprawdzać swoją broń - Za jakieś pięć minut nasza kolej - powiedział - Na kardynalski tyłek, niech ich trafi cholera ! - odpowiedział gniewnie Stuards, lecz te słowa raczej w niczym nie pomogły, gdyż śmiercionośnej fali nie dało się zatrzymać...
|